Bogowie kontra kosmici - skąd wziął się człowiek?

Zagadkę pochodzenia człowieka i narodzin naszej cywilizacji otacza mgiełka tajemnicy, którą próbowano rozwiać na wiele sposobów. Nie zajmiemy się tu jednak tym, czy rację mają ci wierzący w to, że rodzaj ludzki wziął swój początek od Adama i Ewy lub też ci, którzy wierzą w teorię ewolucji. Jeszcze dość niedawno swój rozkwit przeżywała dziedzina, której przedstawiciele twierdzili, że ludzkość bierze swój początek z bardziej tajemniczego źródła, a mianowicie z gwiazd. Nie chodzi tutaj jednak o zawiłe kwestie astrobiologii, a o hipotezę mówiącą, że u zarania swych dziejów ludzkość weszła w kontakt z bogami - realnymi i namacalnymi, przybyłymi z kosmosu.

Według zwolenników paleoastronautyki nasi zamierzchli przodkowie zostali odwiedzeni przez zaawansowanych technicznie przybyszów z kosmosu, którzy nie tylko przekazali im wiedzę na temat budowy podstaw cywilizacji, ale również uwiecznili się w wielu mitach i legendach, z których część przetrwała do dzisiaj. Bardziej radykalni zwolennicy tej teorii twierdzą nawet, że ludzkość jest dziełem machinacji genetycznych obcych, a ów dość dziwny pogląd wspiera ciągle otwarta sprawa kontrowersji wokół ewolucji człowieka. Niektórym trudno było bowiem uwierzyć, że pochodzimy od małp. Zamiast tego na praojców wybierali sobie przedstawicieli wysoce zaawansowanej cywilizacji, którzy koniec końców opuścili Ziemię zostawiając jej mieszkańców na pastwę losu... Czy możliwe jest jednak, że w argumentach zwolenników paleoastronautyki znajduje się jakieś ziarno prawdy? Choć brak na tym polu jakichkolwiek jednoznacznych dowodów śladów obecności kosmitów próbowano dopatrywać się w pewnych lukach i zbieżnościach mitologii przedstawicieli wielu światowych kultur. Co więcej, kosmici mieli pojawić się nawet w Biblii.

Na pierwszy ogień poszły legendy zawierające w sobie pewne sugestywne wątki, które jasno wiązały się z XX wiecznymi historiami o przybyszach z kosmosu. Dla przykładu zasugerowano, że postać z mitologii jednego z brazylijskich plemion jako żywo przypomina kosmonautę w skafandrze. Ale było to nic przy tym, co do zaoferowania miało malijskie plemię Dogonów, którego przedstawiciele dysponowali potencjalnie przełomowymi dowodami na to, że zostaliśmy "odwiedzeni". Według zachodnich badaczy starszyzna plemienna Dogonów dysponować miała wiedzą na temat kosmosu, która uwieczniona była w ich rytuałach a koncentrowała się wokół Syriusza. Choć to niezmiernie skomplikowana historia, wszystko sprowadzało się do faktu, że Dogonowie reprezentowali wysoki poziom wiedzy o kosmosie, której nie mogli zdobyć z konwencjonalnych źródeł. Wielu autorów zinterpretowało to w następujący sposób: musieli zostać o tym poinformowani przed laty przez przybyszów z kosmosu...

Ale nie było to wszystko. Nie mniejszą karierę zrobiła chińska historia o tzw. dyskach Dropa. Miały być to kamienne kręgi pokryte tajemniczymi znakami, które wedle dopisanej do nich legendy miały opowiadać historię przybyszów z obcej planety, którzy w wyniki dramatycznych okoliczności (a dokładnie awarii statku) rozbili się na terenie dzisiejszych Chin, gdzie zmuszeni zostali do stawienia czoła nieprzyjaznym ludom, z którymi się sukcesywnie mieszali. Świadkowie wizyt na Ziemi przedstawicieli obcej cywilizacji mieli umieszczać postaci dobrotliwych bogów w swych mitach i legendach. Oprócz wymienionych tu przykładów innym sztandarowym był aztecki Quetzalcoatl, który obiecał kiedyś powrócić i... tak się stało, tyle że za boga uznano hiszpańskiego konkwistadora Corteza, co dla Azteków nie skończyło się dobrze.

Wraz z rozwojem teorii o przybyszach z gwiazd, którzy mieli być uznawani za wzorce dla bogów, półbogów i herosów paleoastronautyka zaczęła się rozwijać i łączyć z elementami ruchu New Age, zaś jej najbardziej znanym krzewicielem stał się szwajcarski pisarz Erich von Daniken. Powoli zaczęto zwracać uwagę również na inne pokrewne teorie dotyczące na przykład istnienia na Ziemi wysoce zaawansowanych pracywilizacji, po których pozostały ruiny monumentalnych budowli (np. piramid). W nurt ten wpisywały się także coraz to nowe historie o lokalizacji Atlantydy jak i opowieści o wimanach - cudownych maszynach latających z hinduskiej mitologii, które dysponowały wielką mocą (dopatrywano się w nich broni atomowej). Oczywiście nie da się mówić o paleoastronautyce nie wymieniając przykładu rysunków z płaskowyżu Nazca, które zwolennicy wizyt "bogów w latających talerzach" uznali za lądowisko dla pojazdów UFO, czy też kryształowych czaszek lub tajemnic starożytnych Sumerów - uważanych przez wielu zapalonych fantastów za lud dosłownie "nie z tej Ziemi".

Według jeszcze innych za następny kluczowy dowód uchodzić miał biblijny cytat z Księgi Rodzaju mówiący, że: "W owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach.." To właśnie giganci oraz kontrowersyjni "synowie Boga" mieli być tymi samymi istotami, które stoją za współczesnymi obserwacjami UFO. Co więcej, wiek biblijnych patriarchów, w którym żegnali oni się z tym światem wskazywał według niektórych, że byli to w rzeczywistości nadludzie, zaś kolejnym przykładem bliskiego spotkania z niezidentyfikowanym obiektem latającym zwartym w Biblii miała być wizja Ezechiela, w której widział on boski rydwan...

Czy w tym wszystkim drzemie choć ziarno prawdy, czy może paleoastronautyka była wynikiem życzeniowego myślenia tych, którzy nie chcieli się zgodzić z oficjalną wersją dziejów ludzkości? Choć wplatanie w naszą historię istot pozaziemskich sprawiło, że powstała całkiem spora grupa miłośników teorii o bogach i nauczycielach z niebios, nie udało się ostatecznie udowodnić, czy którykolwiek z dowodów, na które się powoływano rzeczywiście o czymś świadczy. Wkrótce bowiem okazało się, że Dogonowie nie do końca mówili prawdę (prawdopodobnie źle ich zrozumiano), dysków Dropa nie da się zlokalizować (ponoć nie ma ich żadne muzeum) zaś Nazca nie było najprawdopodobniej portem lotniczym bogów. Wraz z tym, jak słabło zainteresowanie teorią ostateczny cios swymi ekscentrycznymi teoriami zadał jej sam Erich von Daniken. Pewnego razu stwierdził on nawet, że mieszkał pod jednym dachem z kosmitą. Ponadto entuzjaści tej dziedziny już na samym początku zapomnieli o podstawowej sprawie - mitologii nie można nigdy interpretować dosłownie.

Mimo wszystko paleoastronautyka nadal przyciąga uwagę będąc alternatywą dla nudnej podręcznikowej historii. Kto wie, czy jej głównym budulcem nie była ludzka pycha chcąca widzieć w naszych przodkach nie małpy, a kosmicznych bogów...